Bezpieczna przystań

Latarnie morskie od tysiącleci wskazują marynarzom bezpieczną drogę na ląd. Również teraz, gdy w żegludze dominują nowoczesne technologie miarowy sygnał świetlny latarni kieruje statki do bezpiecznych przystani. Omega Pilzno, planując zaangażować się w kabotaż, nie miała jednak przyjaznego portu ani latarni wskazującej dom. To była wyprawa w nieznane, która udała się dzięki determinacji i zaangażowaniu pracowników oraz odważnym założeniom pierwotnego planu.

Pomysł zrodził się w 2004 roku, kiedy Polska dołączyła do Unii Europejskiej i przestała być potrzebna Agencja Celna przy Oddziale Celnym w Dębicy, co wiązało się koniecznością jej zamknięcia. Świat nie znosi próżni, dlatego postanowiliśmy otworzyć się na nowe wyzwania i wyznaczyliśmy sobie ambitny cel podboju Bałtyku. Rozkręcenie nowego oddziału firmy na drugim końcu Polski nie należy do łatwych zadań, dlatego powierzyliśmy je naszemu wieloletniemu pracownikowi, Grzegorzowi Kucharskiemu. On od początku prowadzi nasz biznes w niełatwym, hermetycznym środowisku kontenerowym – opowiada Prezes Adam Godawski.

Kotwicę zarzuciliśmy w Gdyni, gdzie morski transport kontenerowy działał w tamtych czasach najprężniej. To nie był łatwy rejs, a w pierwszych latach działalności wiatr wcale nie dął w żagle nowopowstałej Agencji Celno-Portowej Omegi Pilzno. Wtedy zmagaliśmy się raczej z „ciszą na morzu”, która nie jest komfortowa dla kogoś, kto chce się szybko rozwijać i przeć do przodu. Był to czas poszukiwania klientów i szukania kontaktów, a wszystko przy niezwykle okrojonej załodze, gdzie kapitan musiał być sternikiem, oficerem wachtowym, a czasem nawet majtkiem. Przez pierwsze pół roku pracowałem z jedną osobą. Był to trudny czas, ponieważ dla dwóch osób pracy było naprawdę dużo. Można powiedzieć, że byłem trochę jak człowiek orkiestra, ponieważ sam musiałem się wszystkim zająć. Dopiero po roku działalności zatrudniliśmy 2 osoby, odpowiedzialne za konkretne zadania – wspomina Grzegorz Kucharski, dyrektor obecnego Działu Logistyki Morskiej w Gdyni.

Doświadczenie pokazało jednak, że odważni ludzie poprzez śmiałe decyzje są w stanie osiągnąć nawet najbardziej ambitne cele. Wystarczyły upór i cierpliwość, dzięki którym gdyński oddział nabierał rozpędu powoli, ale konsekwentnie. Zaczęły pojawiać się zlecenia na pojedyncze kontenery, z czasem było ich około dziesięciu, a nawet dwudziestu w miesiącu. Po upływie 9 lat tamte wydarzenia są już tylko wspomnieniem i źródłem poczucia satysfakcji z dobrze wykonanego zadania. Obecnie obsługiwanych jest ponad 400 kontenerów miesięcznie, oddział posiada ponad 100 aktywnych klientów, w gronie których znajdują się odbiorcy oferty pozyskani jeszcze w 2008 roku.

Dział Logistyki Morskiej w Gdyni jest teraz dla Omegi Pilzno latarnią morską wskazującą bezpieczną przystań nad Bałtykiem. Miejscem, gdzie załoga porządnych specjalistów pod kierunkiem odważnego kapitana osiąga wyznaczone przez nas cele. Uważam, że było warto i trzeba być wytrwałym w tym, co się robi. Nie zawsze jest tak, jak sobie to zaplanujemy. Czasami trzeba zmienić strategię, tok myślenia i kontynuować dążenie do realizacji celów – podsumowuje Grzegorz Kucharski. I choć – jak to zwykle bywa – początki były trudne, to nie wypuszczamy złapanego kiedyś wiatru z żagli i z uporem płyniemy w nieznane.

FacebookTwitterPinterestGoogle +Stumbleupon
Omega Pilzno
Napisane przez Omega Pilzno